To temat, który na pewno będzie tu powracał. Pamiętasz, Satrapie, nasze pytanie: czy istnieje głupota? Już od pewnego czasu jest ono przedmiotem sporu między nami. Przy okazji różnych lektur zbieram argumenty, aby Cię przekonać, że ludzie głupi istnieją. Nie mam tu jednak na myśli tych, ogarniętych upośledzeniem umysłowym, utrudniającym lub uniemożliwiającym im sprawne funkcjonowanie w społeczeństwie. Nie zamierzam ustalać precyzyjnej definicji, czym jest głupota. Raczej zamieszczać tu będę filipiki, będę pokazywać Ci dowody na istnienie głupoty.
Jednym z bardziej przykrych przejawów głupoty jest według mnie poleganie na potocznych sądach, takich "na zdrowy, chłopski rozum" przy jednoczesnym lekceważeniu wszelkich osiągnięć nauki. Nie chodzi jednak o to, aby przeciętny człowiek czytał klasyków czy śledził najnowsze odkrycia naukowe, to oczywiste, że nie jest w stanie tego czynić. Z tego tytułu wcale nie musi zasługiwać na miano głupca.
Podam Ci dość przewrotny przykład. Nie absolutyzuję wiedzy. Nie myśl, że ulegnę łatwej pokusie przeciwstawienia jej intuicji. Z jednej strony mądrość jako skutek gromadzenia wiedzy, z drugiej głupota, karmiąca się tkwiącymi w podświadomości irracjonalnymi emocjami. Nie. Wiele wskazuje na to, że uprawianie nauki (i pracowite budowanie gmachu wiedzy) jest czymś dla człowieka całkiem nienaturalnym. Że badania naukowe przynoszą wyniki sprzeczne z intuicją, wyniki mające mało wspólnego z codziennym zdrowym rozsądkiem. Że ludzkiej naturalnej potrzebie wiedzy lepiej służy religia. Pisze o tym szerzej w "Polityce" Krzysztof Szymborski, sprawdź tutaj.
Jednak intuicja intuicji nierówna. Głupców charakteryzuje "nieskażona wiedzą naturalna ignorancja". Głupiec nie weryfikuje swoich sądów, nie zmienia raz przyjętych poglądów. Patrzy, lecz nie widzi. Nie konfrontuje swojego doświadczenia z rzeczywistością. Unika jakichkolwiek trudniejszych lektur, czasem wcale nie czyta, a jednocześnie z głęboką nieufnością i lekceważeniem podchodzi do ludzi posiadających wiedzę i doświadczenie. To dla niego "wykształciuchy", "szarlatani", prawnicza albo lekarska (podstaw sobie, co chcesz) klika. Owszem, nieufność bywa wskazana, ale jeśli idzie za tym spowodowana nią chroniczna nieumiejętność skorzystania z tego, co oferują ludzie znający się na rzeczy, to mamy do czynienia z głupotą.
Słowem, głupcy mają ubogą intuicję, która w przeciwieństwie do intuicji mądrych zdecydowanie częściej wiedzie ich na manowce i podpowiada w taki sposób, że utrudniają życie sobie i - co gorsza - innym.
Pozdrawiam Cię serdecznie.
Iricabia
Droga Iricabio, jest coś w tym, co mówisz, ale zgodzić się z Tobą nie mogę. Otóż w moim nieskromnym mniemaniu głupota jest określeniem abstrakcyjnym, stworzonym przez ludzi w kuźni ich życia społecznego, że użyję takiego określenia. Jak widzę rzeczywistość, to nazwanie kogoś głupcem, a jego postępowanie głupim przychodzi nam natychmiast, kiedy dany ktoś robi coś dla nas niezrozumiałego czy bezsensownego. „Głupota” to postępowania irracjonalne. Głupim będzie ktoś, kto sam sobie szkodzi, na przykład swoim lenistwem, czy też swoim roztrzepaniem. Ale to nie głupota jest przyczyną, tylko właśnie lenistwo albo roztrzepanie, a i one z czegoś wynikają. Może to brzmieć zanadto filozoficznie, ale ludzką egzystencję musi do pewnego stopnia cechować racjonalność. Wynika to z praw samego życia, na przykład: żeby żyć, trzeba jeść, ale żeby zjeść trzeba tak zarządzać czy to własną energią czy energią grupy, żeby móc skutecznie upolować (kiedyś - dziś wystarczy kupić, ale w tym przecież też jest racjonalność, bo i zarobić w jakiś sposób trzeba). Albo jeśli włoży się rękę w ogień, ręka się oparzy, jeśli widzi się przepaść, to się do niej nie zbliża, bo można spaść. Jednym słowem: przyczyna - skutek. Żelazna logika egzystencji niezależnie od tego, czy ktoś by to uznał za wyraz jakiegoś braku tolerancji dla ludzkiego przywileju omylności. Wszystko to nie zmienia faktu, że w tych sferach, gdzie racjonalność jest już mniej potrzebna: w fantazjach, snach, rozrywce, czy też w codziennych przyzwyczajeniach, w których czujemy się bezpiecznie, można sobie pozwolić na luksus nieracjonalności i ten luksus kochamy, czyż nie?
A teraz jeśli chodzi o zjawiska, w których skądinąd słusznie widzisz głupotę. Wydaje mi się, że tzw. chłopski zdrowy rozsądek jest bardzo wygodny z punktu widzenia potrzeby racjonalności, bo tłumaczy bardzo wiele bardzo prosto (jest to ogólna zasada, jak to się sprawdza w konkretnych przypadkach, to inna sprawa). Daje pewien system orientacji w świecie ludziom, dla których uaktualnianie tego obrazu na bieżąco byłoby zbyt trudne albo zbyt męczące. Może nawet niemożliwe. Są przecież ludzie, którym struktura charakteru utrudnia albo uniemożliwia „Poznanie”. Że byłbym ostatnim, który by bronił takiego światopoglądu, to inna sprawa, ale zależy mi na jasnym określeniu pewnych rzeczy. Na tej samej zasadzie, rewidowanie pewnych sądów po pięćdziesiątce, kiedy pół życia spędziło się kierując właśnie tymi sądami, jest bardzo skuteczną przeszkodą przed krytyczną refleksją. I to mi tłumaczy niechęć to zbyt wnikliwego poznawania rzeczywistości, czy wziąć za przykład kierowanie się stereotypami, kurczowe trzymanie pewnych przestarzaych idei, itd. itp. Tym niżej czapka z głów przed wszystkimi, którzy nie boją się być krytycznymi wobec siebie. Czytałem kiedyś u Fromma, że trafiali mu się na terapii ludzie w wieku siedemdziesięciu lat, którzy potrafili przewartościować całe swoje życie i byli - jak to określił - bardziej żywotni niż niejeden dwudziestolatek.
Z drugiej strony, patrząc na historię ludzkości można chyba powiedzieć, że doskonalenie umysłu jest czymś stosunkowo nowym tak naprawdę. Wyobrażam sobie, że dla takich prehistorycznych łowców zastanawianie się nad Kwestiami byłoby bardzo szkodliwe, gdyby za bardzo przedłużało pewne automatyczne odruchy potrzebne do przetrwania: jasny obraz świata, to łatwiej zidentyfikowany wróg, jeśli można to tak uprościć. I tak nam zostało, mimo że już raczej nie grozi nam starcie z powierzchni ziemi przez wrogie plemię, choć groziło jeszcze 50 lat temu. A 50 lat to przecież niedużo, wbrew pozorom - póki urzędują jeszcze ci, co to pamiętają i do dziś nie wybaczą takim metaforycznym „Szwabom”.
Żeby już się nie wymądrzać powiem po prostu, że określenie „głupota” jest dla mnie właściwie synonimem określenia „niezrozumiałe”, ale uważam że pod tą „głupotą" zazwyczaj kryje się coś, co nas po prostu mniej interesuje. W tym oczywiście mnie też.
Z radością natomiast powitam wszelkie dalsze dowody istnienia głupoty, jakie tylko wpadną Ci w ręce.
Pozdrawiam równie serdecznie.
Satrap
3 października 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
3 komentarze:
Czy nie za wysoko zaczęliście? Dajcie się wypowiedzieć samemu tematowi czyli głupocie. Moja, na przykład, uwielbia wpychać się na scenę, ale jak widzi, że wszyscy są w smokingach, idzie do centrum handlowego i szuka takiej piżamy, no takiej lśniącej i na czarno...
Dlaczego od takiego tematu zaczęliśmy? Mogę mówić tylko w swoim imieniu, oczywiście, ale temat był akurat na świeżo obgadywany, więc padło na niego, jak blog ruszył;)
A zapytam prowokacyjnie? Nie dostrzegasz jej śladów dookoła? U Ciebie jej nie widzę, ale skoro twierdzisz, że jest czasem, to zobacz jaka zdyscyplinowana, jaka znająca się na tym, gdzie wypada i co wypada ? ;))
Moja głupota bywa wilcza, ale "wilcza natura" to temat na całą odrębną notkę. A dziś jeszcze będzie o nieczytaniu - zapraszam!
A mi sie wydaje, ze ten temat jest zdradliwy, bo bardzo obszerny. Z tego powodu chyba utkneliscie na etapie klasyfikacji, bo Iricabia wspomina raczej o Glupocie Zatwardzialej (ze uzyje wlasnej terminologii), natomiast Satrap o Ignorancji. Czekam wiec na ciag dalszy, bo zapowiada sie interesujaco.
Prześlij komentarz